Smok Bruno i fotel, który jeździł w górę
Lekka bajka przed wizytą u dentysty o smoku, który nie lubił niespodzianek, ale bardzo lubił wiedzieć, co wydarzy się za chwilę.
Ta historia nie obiecuje, że każda wizyta będzie wyglądała tak samo. Pokazuje za to, jak bohater oswaja nieznane krok po kroku.
Smok Bruno miał czterdzieści osiem zębów i bardzo dobrą pamięć. Pamiętał, gdzie schował każdy kamyk ze swojej kolekcji, znał drogę do trzech najlepszych jagodowych krzaków i nigdy nie zapominał, kiedy jest dzień naleśników.
Nie lubił za to niespodzianek. Dlatego kiedy mama powiedziała, że jutro idą do dentysty, Bruno od razu zapytał: — A co dokładnie będzie się działo?
Mama nie znała wszystkich szczegółów. Wiedziała tylko, że wejdą do gabinetu, porozmawiają z dentystką i że pani doktor obejrzy jego zęby.
Następnego dnia Bruno zobaczył fotel, który potrafił jeździć w górę i w dół. — To prawie jak mała winda — powiedział.
Dentystka pozwoliła mu najpierw usiąść normalnie. Pokazała lampę i małe lusterko. Bruno zapytał, czy może podnieść łapę, jeśli będzie chciał zrobić przerwę. — Jasne — odpowiedziała.
Kiedy fotel pojechał do góry, smok złapał mamę za rękę. Kiedy dentystka zaczęła liczyć zęby, Bruno liczył w myślach razem z nią. Przy trzydziestym drugim pomylił się i zaczął od nowa.
Po wszystkim zeskoczył z fotela. Nadal uważał, że kolekcjonowanie kamyków jest ciekawsze od wizyt u dentysty. Ale wiedział już, jak wygląda gabinet, do czego służy lampa i że może zadawać pytania.
— Następnym razem — powiedział do mamy — też najpierw chcę wiedzieć, co będzie po kolei.